Wróciłam dzisiaj myślą do mojego wpisu na koniec 2008 roku pt. Refleksja końcoworoczna, i w zasadzie mogę podpisać się pod tym znowu obiema rękami
Chociaż nie, cofam to, chyba jednak troszkę się postarzałam, bo podpisuję się tylko jedną ręką.
Rok 2011 mnie nie rozpieszczał, nawet powalił w kilku momentach na kolana, szczególnie ostatnio. Z drugiej jednak strony do cholery jestem "pod prąd" czytaj samozwańcza Pani i Władczyni swej marnej egzystencji, wiec dam radę, a co!
W końcu ten rok miał jednak plusy, południe Francji, ahhh ta Marsylia latem, jeden Włoch co mnie oblał kawą a później namiętnie przepraszał...Pod koniec roku zdarzyło się nawet niespodziewane zauroczenie, takie słodkie "love me" no nie jest źle, naprawdę da sie przeżyć. A jeśli jest pod ręką dobry trunek i smakowity malborasek od czasu do czasu to może być nawet przyjemnie.
Niezmiennie jednak byłam hedonistką, dbałam o swoje przyjemności jakoś w dupie mając resztę świata.
Nie przedłużając , życze Wam, no żeby ten rok nie był gorszy niż poprzednie, żeby ceny paliwa papierosów i alkoholu spadły. Ahaaa i moje słynne zdanie o petardach, jak to mawia Jerry Springer : Dbajcie o siebie, i jak to mawia pod prąd : i żeby Wam petarda nie wypierdoliła w ręku.
Poniżej dla przypomnienia mój wpis z 2008, enjoy:
"Czym przysłużyłam się światu? A nie uogólniając tak, czym przysłużyłam się Europie, Polszcze mojej kochanej, mojemu województwu, miastu, wsi i rodzinie.
Niczym. Na świat sram, na kontynent również. Podobnie sprawa się ma z krajem, województwem, miastem/wsią.
Rodzinie też nie przysporzyłam jakichś szczególnych powodów do dumy. Co prawda wykosztowałam się na prezenty. Naprawdę. Ale z drugiej strony, z premedytacją kupiłam mamie krem przeciwzmarszczkowy +45...
Nie zbierałam w tym roku śmieci, nie żyłam ekologicznie. Sram na to, do mojej śmierci, przy pomyślnych wiatrach, świat powinien jeszcze nadawać się do funkcjonowania. A co będzie potem, to już mnie tak średnio obchodzi.
Nie chodziłam do kościoła. Jestem człowiekiem, który utracił swoją wiarę i raczej nie ma ochoty szukać.
Marnowałam jedzenie, jak chciałam, to jadłam ponad potrzebę, a jak mi nie smakowało, to wyrzucałam. No no co? Wyślę kurierem do Somalii?
Nie okazywałam miłosierdzia. Ok, wrzuciłam do jakiejś puszki złotówkę. A chwilę potem poszłam sobie kupić bluzkę za sto pięćdziesiąt takich złotówek.
Jak co roku byłam nieszczera, dwulicowa i kręciłam jak tylko się dało.
Nie uczyłam się w ogóle, co owocuje nieciekawą sytuacją w placówce eduk. I chuj, nie mam weny na naukę.
Chociaż wszyscy życzyli mi świetnego, nowego roku. Rok '08 był zjebany, teraz to chcę już tylko bonów na żywność, gotówki i ew. benzyny. Zero życzeń, tylko materialne dobra.
Po co mam kłamać, że w przyszłym roku się zmienię? Będę lepszą córką/dziewczyną? Nie będę. No chyba, że wpadnę pod samochód, ukaże mi się pierwszy człowiek w kosmosie (Najświętsza Panienka) i cudem ocaleję. Wtedy pewnie dostanę kota i będę zbierała figurki aniołków i udzielała wywiadów do "Faktu".
W przyszłym roku życzę sobie więcej pieniędzy, tupetu no i samych miłych rzeczy. Wam, nie chcę być nieszczera,nie życzę niczego szczególnego. Przeżyjcie jakoś ten rok. No. No dobra, i żeby Wam petarda nie wypierdoliła w ręku.
Koniec z fałszywą życzliwością"
-
MaryGray:
-
pod prąd:
Pokaż wszystkie (2) ›